Sytuacja wygląda tak: w jednym okienku Daga. Wyjechała do Nowego Jorku tydzień temu, gdy poznała Łukasza w klubie w Warszawie. Poznała go w klubie trzy tygodnie temu. On mieszka w NY i pracuje w NY. Zagadał do niej, ona rzuciła "i co, szukasz seksu na te kilka dni w Warszawie?".
Jej bezpośredniość go zmroziła.
Jego miejscowość ją powaliła.
No więc Daga pisze z Nowego Jorku, że wczoraj była na Manhatanie, a jutro leci do sklepu kupić chipsy z jarmużu i deser na mleku kokosowym, o czym ja z asortymentem polskich sklepów mogę jedynie pomarzyć.
W drugim okienku Helena z Australii. Zawsze zaczytana w poradnikach i publikacjach Briana Tracy teraz startuje z własnym coachingiem...dla mnie może zrobić raz w tygodniu gratis, bo się kiedyś lubiłyśmy.
A w trzecim okienku ja: w letko śmierdzącej farbą kuchni, bo oszczędzając pomalowałam fronty, zamiast kupować nowe i pisałam właśnie kolejny artykuł dla klienta od dóbr szybkozbywalnych...że pyszne, że super, że ekstra...
Kurczę! Ja też chcę pojechać do NY i Sydney!
I zaczynam się zastanawiać, że może coś kurczę poszło nie tak! Że ja nadal w zapyziałej Wawie, za 3 netto i parówką w przedszkolu??
W przedpokoju wzdycha Marley, bo nie może się doczekać łąki, po której będzie biegał gdy kupimy kawałek ziemi i wyprowadzimy się.
Przede mną kilka otwartych kart internetowych - z blogiem, na którym ostatnio mało pisałam, ale na który nadal stale zagląda kilka tysięcy osób dziennie.
Otwarty Word z kolejnymi stronami nowego poradnika i kilka pomysłów na artykuły do magazynu online "Projekt Happiness".... coś tam robię...
kimś tam jestem...
uśmiechnięta.
realizuję się.
Nawet jeśli to nie jest NY czy Sydney, choć nie miałabym nic przeciwko, aby odwiedzić te miejsca, to myślę sobie, że zanim poczujemy, że coś tracimy, przez to gdzie jesteśmy lub gdzie jeszcze nie byliśmy, musimy popatrzeć dookoła siebie. I jeśli dookoła nas są rzeczy, które wzbudzają nasz uśmiech, to znaczy, że wszystko jest okej. Że reszta świata, której może komuś teraz zazdrościmy, cały czas tam jest, aby ją odwiedzić.
Więc jeśli poczujesz zazdrość (oczywiście nie taką paranoiczną, tylko takie uczucie pt.:"też bym chciała") o to, że ktoś ma coś, czego Ty nie masz. Że był gdzieś, gdzie Ty nie byłaś. Że zna kogoś, kogo Ty nie znasz. To proszę Cię, uśmiechnij się. Pomyśl o wszystkim co masz i co Cię otacza i doceń to.
Najważniejsze to odnaleźć plusy w tym co masz, w tym kim jesteś i gdzie jesteś.
Nie tylko chodzi o miejsce na Świecie, w którym jesteś, ale też o miejsce w życiu. O Twoją pozycję w rodzinie, pozycję zawodową, społeczną. Pomyśl o tym kim jesteś i że jesteś niepowtarzalna.
Niech to uczucie zazdrości, o to co chciałabyś mieć, stanie się Twoim celem. Zamiast Cię wypalać - niech buduje w Tobie potrzebę i drogę do tego, aby osiągnąć to czego właśnie zapragnęłaś. Niech ta zazdrość stanie się konstruktywna i da początek wyzwaniom jakie podejmiesz.
Tak naprawdę każde zdarzenie w codzienności można przekuć na pozytyw, nawet jeśli na początku wygląda to czarno!








.jpg)

0 komentarze:
Prześlij komentarz