O glutenie dowiedziałam się o nim między innymi tego, że jest trawiony po 2 dobach od spożycia. To znaczy, że nie jest kumulowany przez organizm, tylko wydalany.
I tak powstał mój domowy test.
Pomysł na test był prosty – odstawić gluten na przynajmniej 2-3 tygodnie.
Nie sprawdzałam fanatycznie czy mój przecier pomidorowy zawiera śladowe ilości glutenu, które mogły się tam dostać podczas procesu produkcji. Chodziło raczej o usunięcie z diety grupy produktów, które „z natury” są „glutenowe”.
Ulgę poczułam po 3 dobach, a czwartego dnia nie dostałam wzdęcia. Kontynuowałam dietę bezglutenową przez kilka kolejnych dni – wzdęcia i ból brzucha nie wróciły. Obwiniłam więc gluten o moje dolegliwości, jednak zastanawiałam się, jak nie rezygnować z moich ulubionych otrębów i owsianych płatków.
Kiedy wreszcie ograniczyłam spożycie glutenu w mojej diecie do minimum, a mąkę żytnią zastąpiłam różnymi bezglutenowymi mieszankami, wprowadziłam do kuchni mąkę z amarantusa, kukurydzianą i ryżową. Każda z nich wymagała ode mnie jej poznania, bo każda z nich jest inna i ma inne zastosowanie.
Im większe wprowadzałam zmiany tym szybciej opuszczały mnie bóle brzucha i wzdęcia, które odczuwałam tak długo. Teraz już wiem, że zmiany w diecie są na dobre, bo mąki, które stosuję, są o wiele lepsze niż jakakolwiek mąka zawierająca gluten. Rezygnacja zaś zupełnie z mąki na rzecz roślin strączkowych to już w ogóle strzał w dziesiątkę!








.jpg)

0 komentarze:
Prześlij komentarz